Przymierzalnia na Niedobrych Literkach

Przymierzalnia

Jan Maszczyszyn

 

Kobieta popchnęła dziewczynkę przed siebie.
– Wchodź. Przecież tutaj nie będziesz się rozbierać – stwierdziła oburzonym głosem. Obie równocześnie pociągnęły za ciężką kotarę, odgradzając się od rozświetlonego mdłym światłem korytarza. W głębi pomieszczenia, ponad stołami operacyjnymi, mrugały lampki skomplikowanego oprzyrządowania.
– Obiecałam ci coś wystrzałowego pod choinkę, a jak wiesz dotrzymuję słowa. Przymierzymy po kolei – powiedziała starsza pani, przebierając w wybranych rzeczach. – Zaczniemy od krótkich portek.
– Mamo, ale ja nie chcę…
– Zamilcz. Ojciec już w tym momencie zlałby ci pysk za niesubordynację. Zdejmuj tę poplamioną spódniczkę. I majtki też. No już! – Kobieta nerwowo sięgnęła do zapięcia spódnicy. Nie odnajdując go, kilkukrotnie szarpnęła małą za włosy. Sally zapiszczała przeraźliwie. Natychmiast odnalazł się ukryty zamek. Spódniczka opadła.
– Zrzuć z siebie tę szkolną bluzkę – zażądała kobieta.
Sally znów się opierała. Mówiła, że lubi być spocona. Bluzka skończyła na wieszaku.
Zza kotary wyjrzała zaciekawiona twarz asystentki. W jej uśmiechu było widać sporo odblasków czystego plastiku. Zbyt wiele, aby grymas mógł uchodzić za naturalny.
– Czy mogę w czymś pomóc? – zapytała uprzejmie. – Robimy na miejscu wszelkie poprawki. Ubrania są w uniwersalnym, wiekowo znormalizowanym rozmiarze.
Sally przymierzyła spodenki. Wisiały na niej równie niewdzięcznie, jak na wieszaku.
– To najnowszy model. Czy jest pani pewna, że dziecko jest w relatywnym wieku dziewięciu lat, jak żąda tego metka? – zagadując, plastikowa asystentka wsunęła się dyskretnie do przymierzalni. Nieco nachalnym ruchem przesunęła matkę w stronę ściany, na której fosforyzujący napis uprzejmie informował:
Wybrane próbki obserwuj na sobie z tego punktu! I tylko z tego!
Ostatnie zdanie było dwukrotnie, odręcznie podkreślone.
– Przecież nie jestem ślepa – wyrzuciła z siebie obrażonym tonem matka.
– Tego nie twierdzę. Stąd, gdzie pani teraz stoi, widać dokładniej wszelkie niedoróbki. Tak w każdym razie uważa projektant.
– Gówno mnie obchodzi, co uważa wasz projektant! Dokładnie dobrałam asortyment do wieku córki.
Asystentka udała, że nie słyszy. Przyglądała się każdemu szczegółowi ciała Sally.
– W obecnych standardach nogawki powinny ciasno opinać uda. A te są luźne! Też nie jestem ślepa! – wydarła się sklepowa, nerwowo układając niesforne fałdy spodenek na pupci dziecka. – Wydaje mi się, że szorty są o wiele za luźne w pasie. I nóżki są zbyt chude.
Matka przygładziła materiał, odpychając nazbyt agresywną i obrzydliwie białą dłoń ekspedientki.
– Mimo wszystko nie mam obiekcji – powiedziała, posyłając sardoniczny uśmiech w stronę nachalnej obsługi.
– To spodenki z deski projektowej firmy Shido. Wie pani, jacy oni są restrykcyjni, jeżeli chodzi o ochronę = właściwego ułożenia fałd materiału?
– Shido? – głucho powtórzyła matka.
– Tak, tak. Z nimi nie ma żartów. Zażądają w sądzie amputacji nóg za oszpecenie projektu. W najlepszym wypadku spotka panią spore odszkodowanie za narażenie dobrego imienia firmy. Ile ciuchów, tyle precedensów. Zarabiają więcej na procesach, niż na sprzedaży.
– Cholera…

Ciąg dalszy pod linkiem- zapraszam

https://niedobreliterki.wordpress.com/2015/01/29/przymierzalnia-by-jan-maszczyszyn/